Dieta ketogeniczna to bardzo specyficzny rodzaj odżywiania się, który cieszy się niezwykłą popularnością wśród osób uprawiających sporty siłowe. Napisałem recenzję książki dr Bruca Fife i postanowiłem ją przetestować na sobie.
Ten wpis to zbiór moich luźnych przemyśleń dotyczących diety ketogenicznej. Nie znajdą się tutaj stricte dietetyczne porady, więc proszę się nie sugerować zawartą tutaj treścią w doborze jadłospisu. Tyle jeżeli chodzi o formalności.
Przeczytałem i zrecenzowałem książkę dr Fife dotyczącą diety ketogenicznej (w oparci o olej kokosowy). Byłem nią wręcz zafascynowany. Jeść tłuszcz i gubić tłuszcz? Zjadać ogromne ilości smacznego, bo tłustego, jedzenia i nie przejmować się kaloriami? Dietetyczny raj dla takiego łakomczucha jak ja.
Dieta ketogeniczna zakłada przyjmowanie kalorii głównie z tłuszczów, ograniczając węglowodany do 50 g na dobę. Białko natomiast powinno zostać na dość niskim poziomie (ok. 0,8-1,2 g/kg masy ciała). Rozentuzjazmowany zamówiłem sobie zapas oleju kokosowego, mąki kokosowej i kilku innych suplementów żeby rozpocząć 30-dniową dietę.
Pierwsze trzy dni były najgorsze. Organizm został nagle odcięty od łatwo dostępnej energii w postaci węglowodanów. Byłem trochę rozkojarzony i co chwila głodny. Wtedy mogłem jeść, nawet co godzinę.
W kolejnych dniach wszystko się ustabilizowało i już po tygodniu waga pokazała 2 kilogramy mniej (oczywiście to nie był od razu zbędny tłuszcz, tylko glikogen z mięśni i wątroby, oraz woda). Starałem się jeść około 3000 kcal. Powiem szczerze, że bywały dni, gdy musiałem się nagimnastykować, żeby dopełnić puli tych kalorii.
Jadłem przeróżne wynalazki jak np. serek wiejski z tuńczykiem w oleju roślinnym z oliwkami i kiszonym ogórkiem, smażone chorizo z pieczarkami i cebulką czy po prostu kawa zmiksowana ze śmietanką i olejem kokosowym. Szukałem cały czas nowych smaków, więc pod tym względem miałem dietę dość urozmaiconą.
Gdy miałem ochotę na coś bardzo słodkiego to używałem słodzików i przygotowywałem bitą śmietankę 30% z olejem kokosowym, wiórkami kokosa, mielonym siemieniem lnianym i kakao. Wychodziło i smakowało jak jakiś krem do tortu.
Można by było przypuszczać, że dieta ketogeniczna to całkiem przyjemna sprawa. Łatwość i szybkość przyrządzania tłustych mięsiw w sosach kusi. Ponadto takie jedzenie smakuje dużo bardziej, bo trzeba pamiętać, że tłuszcz to nośnik smaków i aromatów. Ostatecznie przyznać muszę, że taki styl odżywiania nie jest jednak dla wszystkich.
Minusy diety ketogenicznej (według mojej oceny):
– jest to dieta bardzo droga – oczywiście można kupować podroby wieprzowe zamiast mięsa wołowego, ale na ile sposobów i jak długo można jeść wątróbkę? Pełnotłuste sery również nie należą do najtańszych.
– trzeba bardzo pilnować ilości błonnika w diecie – spożywając znikome ilości węglowodanów, bardzo łatwo nabawić się można problemów z jelitami.
– zalecana jest stałe przyjmowanie minerałów (wapń, magnez, potas) – mnie już w drugim tygodniu diety zaczęły nękać straszne, nocne skurcze łydek. Wykluczając produkty zbożowe pozbywamy się również naturalnego źródła wielu makroelementów.
– należy cały czas kontrolować spożywane węglowodany – żeby ta wysokotłuszczowa dieta miała sens trzeba wprowadzić organizm w stan ketozy, czyli „trybu”, w którym głównym źródłem energii są tłuszcze, ale żeby to osiągnąć trzeba spożywać do 50 g węglowodanów na dobę (dla każdego jest to indywidualne). Każda ilość ponad przyjęty próg przełącza „pstryczek” na pobieranie energii z węglowodanów.
– nie dla osób z chorobami nerek i wątroby.
Plusy diety ketogenicznej:
– nie trzeba liczyć kalorii w diecie,
– można jeść bardzo dużo i rzadko (po pewnym czasie nie odczuwa się nagłych napadów głodu),
– w przypadku lekoopornej, dziecięcej padaczki jest nawet zalecana przez lekarzy (podobnie jak w przypadku choroby Alzhaimera i choroby Parkinsona, autyzmie),
– bardzo dobre samopoczucie (brak skoków cukru we krwi = brak znużenia po południu),
– szybka utrata (zbędnych) kilogramów,
– polecana dla osób borykających się z problemami z insulinoopornością.
Plusów jest bardzo dużo, więc dlaczego zrezygnowałem z dalszego prowadzenia diety? Nie lubię ograniczeń i lubię płatki owsiane. Ponadto pod koniec mojego małego dietetycznego eksperymentu złapałem jelitówkę. Szczerze powiem, jakoś wtedy nie ma się ochoty na nic tłustego i smażonego, a zwykły jogurt smakuje wybornie.
Pozdrawiam i życzę zdrowia
Rafał